Jak to jest Panie Skinner?

No właśnie. Świat stanął na głowie. Coraz trudniej połapać się w nim każdemu z nas. Więcej informacji nie idzie w parze z ich jakością. Trzeba umieć weryfikować i filtrować docierające do nas treści. Mam tu na myśli nie tylko serwisy branżowe z wiadomościami ze świata win. Także, a może i nawet przede wszystkim, ważni są ci piszący o winie, wydający swoje książki.

Powodem powstania tego felietonu jest jeden z newsów ostatnio wyczytanych na Decanter.com. Nie wiem na ile znana jest Wam postać Matta Skinner’a. Z tego co się orientuję na język polski przełożono tylko jedną z jego książek – „Wino. Moja Pasja”. Pan Skinner związany jest na co dzień z działalnością Jamie’go Oliver’a, znanego w Polsce bardziej, ze swoich książek kulinarnych (cechą wspólną obu panów jest to, że wydawane Juice Matt Skinnerprzez nich pozycje są pięknie ilustrowane). Na temat „Wino. Moja Pasja” wypowiadał się nie będę, wystarczająca recenzja jest w dziale Publikacje. Zarzut, który okazał się być prawdziwym, jest dużo bardziej interesujący.

Otóż Pan Skinner został oskarżony, że w swojej ostatniej książce rekomenduje wina, których nie degustował. Części nawet nie miał szans, ponieważ w momencie publikacji nie były nawet zabutelkowane. I zaczęło się PRowe zarządzanie kryzysowe. Wymiana korespondencji, oficjalne stanowiska, media itd. Z boku wygląda to śmiesznie. Taki tam skandalik w branży. Ale gdyby głębiej się zastanowić nad sprawą to…

Z jednej strony rekomendowane są ponoć takie wina, które co rok trzymają stale wysoki poziom i poleca się je jako pewniaki. Z drugiej strony piszą, że nie ma takiego samego wina, ponieważ każdy rok jest inny. By już nie wspomnieć o tym, że Pan Skinner podaje dokładną charakterystykę kilku win, jakby siedział przy tym winie, z nosem zanurzonym w kieliszku i obliczem jakby nieco zamyślonym. Tu już zaczyna się robić słabo. Do tego wydawca podaje do wiadomości, że ostatnia książka sprzedała się na pniu, ale głównym zarzutem konsumentów było to, że rekomendowane wina nie są już dostępne na półkach sklepowych. Jakby to powiedzieć… Po pierwsze chyba nikt nikogo nie zmusza do wydawania książek. Do tego tym bardziej nikt nie zmusza do ich kupowania. A po trzecie… Właśnie od tego jest Internet. Tu można szybko wrzucić informacje bardzo aktualne i dystrybuować je „worldwide” bez większych problemów. Tylko sęk w tym, że trzeba mieć jeszcze na to pomysł i wiedzieć jak to zrobić.

Po sprzecznych wypowiedziach z różnych miejsc Pana Skinnera zaczynam się zastanawiać czy coś takiego jak terroir jest ważne, czy już jesteśmy na etapie unifikacji roczników… Czegoś tu chyba nie rozumiem. Może jest tak, że to kura była przed jajkiem, a może nie? Panie Skinner, weź się Pan zdecyduj. To roczniki się czymś różnią czy nie? A może po prostu chodzi o biznes i sprzedanie możliwie największej liczby książek? Znani i cenieni pisarze i krytycy są zapraszani na takie konferencje jak WineFuture, a Pan Skinner z pewnych powodów zaproszony nigdy nie będzie… Czas pokaże.

Dla ciekawskich. Oto i wina ocenione w systemie „prediction casting”:

Jacob’s Creek Riesling 2009, Nepenthe Adelaide Hills Sauvignon Blanc, Vasse Felix Semillon Sauvignon Blanc z Margaret River, Brown Brothers Moscato, Unison Rosé, Hawkes Bay, New Zealand oraz Doña Dominga Old Vines Chardonnay z doliny Colchagua, Chile.

 
  • Gabriel

    Szarlatanów, lanserów, kryptoreklamiarzy warto demaskować ale warto też wskazywać rzetelnych krytyków, bo często osoby zaczynające interesować się winem skłonne są sądzić, że całe winopisarstwo to czarna magia i ściema. Tak przecież nie jest. Są z jednej strony krytycy i są z drugiej – jak wiem? – felietoniści kulinarni. Są rzecznicy konsumentów, miłośników win i agenci branży „rozrywkowo-spożywczej”. Oczywiście, nikt poza mną nie jest ostatecznym autorytetem w sprawie moich przyjemności ale lista zasad postępowania deklarowana przez np. Roberta Parkera budzi szacunek i jakieś elementarne zaufanie. Zwłaszcza, że jako jeden z liderów krytyki winiarskiej jest on cały czas na celowniku konkurencji. Robert Parker – My Standards

  • Problem jest z pewnością wielowymiarowy. Po pierwsze poziom wiedzy konsumentów. Na początku szybciej wpadnie im w ręce ładnie i kolorowo wydana, leżąca w empikach książka pana Skinnera, niż pana Parkera. A Ci co są w grupie docelowej czytelników Parkera, to wiedzą co myśleć o publikacjach bardziej mainstreamowych pana Skinnera;)

    W ogóle jestem mocno sceptyczny jeśli chodzi rekomendacje win. Przede wszystkim wszystko zależy od gustu. Po drugie, co to za informacja, że polecany jest np. Merlot 2005 Fetzer?!? A kiedy był testowany? A w jakim stanie jest dziś? Zbyt dużo niewiadomych. Zatem dużo bardziej preferuję ogólne oceny jakości producentów, a potem sprawdzanie tabel roczników. Oczywiście trzeba mieć trochę samozaparcia do takiego działania – widocznie mi się chce;)

    Ponad wszystko polecam wpis na blogu Ewy Wieleżyńskiej na temat jej wrażeń z partycypacji w ocenianiu win na Vinitaly Blogu Ewy wielezynskiej
    Vinitaly okiem strange journslist oraz moje własne przemyślenia w oparciu o badania przeprowadzone przez prof. Roberta Hodgson’a na temat jakości ocen win na konkursach (Król jest nagi).

    Szarlatani, kryptoreklamiarze, ludzie popełniający błędy czy lanserzy. Jak zwał – tak zwał, myślę, że nic nas tak nie przybliża do wina (a tym samym do szczęścia) jak kolejna trafiona butelka i pierwszy łyk z kieliszka. Cała reszta jest mniej istotna.

    Jeśli zaś chodzi o Parkera, to fanem jego nie jestem, choć szanuję. Przede wszystkim za to co zrobił dla wina w skali globalnej – mega edukacja i ogromny wpływ na sprzedaż. Piłem kilka wino ocenionych przez niego na 97+ ptk i jakoś mnie nie porwały. Widocznie nie mój styl.