Z życia (obserwacji) wzięte

Swego czasu podjąłem się pracy, na której nie do końca się znam – wziąłem zlecenie malarskie. Chodzi rzecz jasna o malarstwo pokojowe, nie artystyczne.

Przyznam szczerze, ze robota od początku szła nie najlepiej. Były jakieś zrywy i hurraaa optymizm, ale potem okazywało się, że popełniałem błędy, których najczęściej nie byłem nawet świadom. Tłumaczyłem to sobie chorobą dzięcięctwa, brakiem doświadczenia i takimi tam. No w końcu jakoś zarabiać trzeba.

no to sobie pomalowałem...

no to sobie pomalowałem…

Zastanawiałem się co tu dalej począć, aż wpadłem na genialny w swojej prostocie pomysł – poproszę o pomoc. Jak zapewne wszyscy dobrze wiemy, taka pomoc może mieć różny charakter – podpowiedź, poduczenie, wspólne wykonanie pracy lub wykonanie pracy za mnie, itd. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego ostatnia opcja jest najlepsza… No więc zapytałem tu i tam. Odzew był całkiem przyzwoity, ale żeby ludzie nie mieli pretekstu by mnie oskarżyć o naciąganie, to postanowiłem zapewnić to i owo w trakcie wykonywania pracy. Opowiem o historii miejsca w którym jesteśmy, zrobię przekąski, trochę sera z Lidla i wędlin z Biedronki, skrzynka piwa i voilà! Gdybym miał im wszystkim zapłacić, to wtedy dopiero musiałbym dołożyć do interesu.

Niektórzy wręcz reklamowali swoje usługi wolontariatu!

Niektórzy wręcz reklamowali swoje usługi wolontariatu!

Co z tego wyjdzie? Nie mam pojęcia, wiem tylko, że nie jestem już sam z tym koszmarnym zadaniem.

I nie "ilość miejsc", a "liczba miejsc".

i nie „ilość miejsc”, a „liczba miejsc”.

Inną sprawą jest to, że nie zauważyłem, iż część z osób które zadeklarowały pomoc to malarze artyści, więc jakość pracy może być wątpliwa. Mam nadzieję, że klient nie będzie zgłaszał reklamacji w nieskończoność.

To jak to jest? To samo wino pili czy zupełnie inne? Który z nich się zna?

To jak to jest? To samo wino pili czy zupełnie inne? Który z nich się zna?

Możecie się ze mnie śmiać, że jestem Januszem Wina. Fakty głosują na moją korzyść – hajs się zgadza, nikogo do roboty nie zmusiłem, po prostu poprosiłem, wyciągnięto do mnie pomocną dłoń, to skorzystałem. Malujący co jakiś czas podnoszą temat tego, że z takiego zawodu ciężko się utrzymać, ale w sumie to ich wybór. Nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma…

wine-congrats