Franek – rocznik 2007

Tagi

, , ,

Udostępnij na:

Poznajcie Franka, to mój drugi syn. Dziś ma dopiero cztery lata (rocznik jak w tytule), więc możecie się zastanawiać z jakiej racji pojawia się taki maluch na stronie związanej z winem. Autolans? Pudło. Już spieszę z wyjaśnieniem.

Wielu rodziców popełnia błąd, napierając na swoje dziecko, by zostało lekarzem, prawnikiem czy innym jakimś niezrealizowanym marzeniem. Do dziś Bogu dziękuję, że moi rodzice nie popełnili tego błędu i mam nadzieję, że podobnie jak i oni nie popełnię błędu z moim potomstwem.

Choć nigdy nie wiesz…

Do rzeczy.

Zawsze, gdy w domu otwieramy jakąś butelkę, a dzieci jeszcze nie śpią, to panowie (bo pani jest jeszcze za mała) dostają mój kieliszek do powąchania i recenzują, co tam im do głowy przyjdzie. Starszy – Antek – raczej bez sukcesów, jakieś ogólniki, w sumie jeszcze w życiu pozna wiele aromatów i wszystko przed nim, dlatego też nie jestem zdziwiony. Z Frankiem jest inaczej. Nim jestem zaskoczony.

Myślę, że jeszcze kilkanaście lat i usłyszycie o nim więcej w kontekście wina;)

Weźmy dla przykładu taką sytuację: wchodzi maluch do pokoju i mówi: „ooo! banany są”. Są, a i owszem, ale w kuchni. Kuchnia otwarta, ale bez przesady, pokój duży, banany leżą gdzieś tam na blacie. Innym razem: siedzimy na balkonie, i ktoś tam się kompotem do obiadu się raczy (to ja wyczułem), a Franek na to: „tato! ktoś pije taki sok jak dostajemy od dziadziusia”. Szacun! Ostatnio stało się coś, co przerosło moje wyobrażenie na temat jego możliwości. Degustowałem kilka win otrzymanych od MAKRO. Na drugi dzień chciałem zrobić zdjęcia, więc wystawiłem puste  butelki na stół. Podszedł Franciszek i wącha, co tam było w środku i rzecze: Pierwsze i ostatnie to białe, tak? A to w środku… Jakieś niedobre, co tam było? Cóż. Trochę prostszymi słowami, ale chłopiec streścił moją notkę degustacyjną.

Franek nie odróżni Cabernet Sauvignon od Shiraza, ale kilka elementów składowych wychwytuje. Strach mnie ogarnia jak sobie pomyślę, że z wiekiem będzie poznawał coraz to nowe zapachy, nauczy się je nazywać i wtedy dopiero będzie!

Myślę, że jeszcze kilkanaście lat i usłyszycie o nim więcej w kontekście wina;)

 
  • Błyszczą mu się oczy do wina :) W Tokaju (a pewnie gdzie indziej też) można czasem kupić butelkowany moszcz. Moje dzieci popijały go sobie z kieliszków jako „swoje” wino. Mam nadzieję, że wyjdzie im to na dobre…Pozdrowienia dla Franka.

    • ooo! butelkowany moszcz jako pierwszy element prowadzający w świat wina to byłoby to! można by się zainteresować, czy nie można takiej butelki wrzucić do takiego zestawu, który to kobieta dostaje w szpitalu, taki starter pack ;) pozdrowienia przekazałem, młody człowiek ładnie podziękował :) mam nadzieję, że mu woda sodowa nie uderzy do głowy z powodu popularności…