Businessman.pl o Bordeaux

Ostatnio więcej czasu poświęciłem na tzw. research w dziedzinie publikacji elektronicznych. Mam na myśli te wydawane na iPada. Ściągnąłem też Businessman.pl w którym to jeden z ostatnich tekstów poświęcony jest winom z Bordeaux. Chciałem przeczytać, ale zwątpiłem, gdy zobaczyłem ostatnią stronę, a konkretnie opis zdjęcia. Kliknijcie w obrazek poniżej, by poznać szczegóły.

Wina z apelacji Sauternes znajdującej się w Bordeaux są produkowane ze trzech szczepów – Sauvignon Blanc, Sémillon oraz Muscadelle. Tak więc jest wierutną bzdurą, że Sauternes to szczep winorośli. Do tego nie jest też prawdą, że wina Sauternes są półsłodkie. Jak najbardziej są to wina naturalnie słodkie. Kropka. Szkoda, że autor – Pan Stanisław J. Majcherczyk – nie zadał sobie minimanlnego trudu, jakim mógłoby być odwiedzenie strony internetowej Bodeaux.com i doczytanie o faktach, o których się pisze, które stają się na końcu fikcją.

Dlaczego wytykam ten błąd? Ano dlatego, że w Polsce magazyny o winie, blogi nie mają takiego dotarcia do konsumentów jak wyżej nakładowa prasa i różnego rodzaju magazyny.

No i jak już pojawia się rubryka związana z winem, to dobrze byłoby by przynajmniej nie wprowadzała konsumentów w błąd (nie wspomnę już o regularnej edukacji lub po prostu rzetelnym informowaniu czytelników).

Tak więc sytuacja w naszym kraju niestety wygląda tak, że brak dobrej jakości kolumn w wielu czasopismach, a jak się już pojawia „coś”, to od razu wychodzą takie kwiatki.

Na miejscu redaktora naczelnego Businessman.pl mi byłoby najzwyczajniej głupio i conajmniej pouczyłbym piszącego o wina…

Rzecz jasna, nie jest tak, że pojawiają się tylko słabe czy nie merytoryczne teksty, ale niestety zdarza się to często. I jeszcze większym problemem jest brak stałych rubryk o winie w dużej liczbie publikacji (wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje na Zachodzie).

 
  • Proszę też rozważyć inną możliwość: odpowiedzialnym za „szczep sauternes” może być bardziej redaktor naczelny niż autor tekstu, który ani zdjęcia ani podpisu mógł przed publikacją swego tekstu nie widzieć na oczy. Praktyka to zdaje się dość powszechna (mojej redakcyjnej koleżance doczepiono w piśmie lajfstajlowym do tekstu o merlocie zdjęcie ostryg z podpisem, że merlot będzie do nich świetnie pasował…) i mam wrażenie, że jedyne czym autor w tym przypadku zgrzeszył, to brak czujności.

    Pozdrawiam!

    • Cóż, muszę przyznać, że nie wziąłem pod uwagę takiego scenariusza, ale jest to możliwe.
      Historię ostryg i Merlot znam ale jakoś sam nie potrafiłem połączyć tych dwóch wydarzeń;)

      Jak by nie patrzeć – wtopa. Do druku poszło i pozamiatane. W wersji „diżital” zawsze można zmienić, ale tego nie zrobiono. To oznacza tylko, że Państwo są leniwi do granic możliwości. Chyba wolę błędy merytoryczne, niż te wynikające z zaniedbania spowodowanego lenistwem…

      Szczęście w nieszczęściu, że Businessman.pl to raczej nisko-nakładowy magazyn.

  • Po historii z ostrygami koleżance udało się wywalczyć prawo do akceptacji ostatecznego wyglądu strony przed publikacją (co nie jest regułą, napięte harmonogramy prac, zwłaszcza w przypadku periodyków ukazujących się z dużą częstotliwością, zwykle to uniemożliwiają). Zapewniam też, że My błędy znalezione w internetowym wydaniu staramy się natychmiast naprawiać (to w kontekście tego „Państwo”, bo nie bardzo wiem, w jakim kontekście zostało tu użyte :) ). Słyszałem natomiast opowieść dziennikarki jednej z dużych gazet, której chyba tydzień zajęło spowodowanie naprawienia przykrej literówki w wydaniu internetowym jej artykułu – duże struktury długo reagują, no i wychodzą z założenia, że nie warto, bo po kilku dniach i tak nikt już nie będzie czytał krótkiego artykułu na temat bieżący.

    • „państwo” – miałem na myśli „państwo redakcję businessman.pl”.

      historia tej dziennikarki, to tylko przykład jak bardzo krótkowzrocznie medium internetowe traktują tradycyjni wydawcy. niestety to wciąż często spotykane. to że artykuł jest stary, nie oznacza, że go nie ma. google indeksuje wszystkie treści i ludzie trafiają na strony nie z powodu newsa, ale bardzo często poprzez wyniki wyszukiwania.