Lżejszy Bieńczyk zza oceanu

Niektóre wywiady są przegadane, trochę o wszystkim, długo się ciągnie tasiemiec i w sumie to na końcu już się nie pamięta co było ciekawego, a co nie.
Tym razem, po wielu miesiącach zastoju wywiadowego krótka pogadanka z jednym z moich ulubionych autorów, proszę Państwa, przed Wami – Steve Heimoff!!!

Słów kilka na temat Steve’iego się należy tytułem wstępu. Kim on jest i dlaczego lubię go tak bardzo?
Steve jest dziś istotną częścią magazynu Wine Enthusiast. Swoją przygodę z winem rozpoczął w latach 80tych w Wine Spectator. Przez wiele lat pracował cieżko, by wyrobić sobie pióro i markę; mnóstwo degustacji, orgom przeczytanych książek i kilka napisanych. Poza pisaniem do Wine Enthusiast prowadzi swojego bloga. I właśnie dlatego, tak bardzo go lubię. Podzielił swoje kompetencje między dwa niezależne byty; poważne pisanie dla magazynu, trochę bardziej na luzie i z przymróżeniem oka na blogu, bez zadęcia i zbędnego przynudzania. To pewnie dlatego cieszy się dobrą sławą. Właśnie za to go lubię i cenię. – raz jeszcze podkreślę. Właśnie dlatego „lżejszy Bieńczyk”, okazuje się, że można pisać z jeszcze większym polotem i dystansem do otaczającej rzeczywistości. Żeby było jasne – pana Marka Bieńczyka również lubię i szanuję, za wiedzę i łatwość w przelewaniu na papier zgrabnie zebranych myśli. Dla mnie po prostu Steve Heimoff to poziom wyżej (a może obiektywnie wcale nie, może jeszcze nic nie rozumiem z tego świata); Heimoff napisze i o winach i o social media, czasem pojawi się tekst o tym jak mierzyć odwiedzalność na stronach internetowych. Wszystko to takie zjadliwe i regularne, że nie potrafię sobie odmówić tego uzależnienia;)

Postanowiłem go zapytać o zdanie na kilka tematów, które mnie zastanawiają i nie ukrywam, że nie zdziwiła mnie szybka i krótka odpowiedź – „Let’s do it!”. Przejdzmy do konkretów, bo już zaczynam przynudzać…

Viniculture: Czytelnicy Twojego bloga wiedzą o tym, że właściwie od zawsze pasjonowałeś się pisaniem i winem. Dobrze to wyłożyłeś w jednym ze swoich wpisów pt. „A look back„. To dosyć niecodzienne, bo pasja do wina nie jest raczej rzeczą wrodzoną. Gdzie się to wszystko zaczęło?

Steve Heimoff: Zakochałem się w winie gdy przeniosłem się do stanu Kalifornia aby skończyć szkołę. Ponieważ znalzałem się w sercu przemysłu winiarskiego USA, to szybko złapałem bakcyla i zacząłem się dokształcać w tej materii.
Dziś, to już 20 lat od kiedy piszę o winach profesjonalnie i to wspaniała przygoda. Zapewniam.

VC: Robert Jr. Parker żyje z pisania i oceniania wina, Twój ulubieniec – James Suckling też stara się to robić, choć w trochę dziwny sposób;) Wiele osób w Twoim kraju (ale już nie tylko USA) kupuje wina opierając się na ocenach słynnych magazynów lub krytyków winiarskich. Z drugiej strony istnieje rzesza przeciwników ocen, ponieważ z założenia są subiektywne i nie mogą mieć przełożenia na większą część społeczeństwa. Co myślisz na temat tych opinii?
SH: Myślę, że ludzie potrzebują pomocy, swego rodzaju przewodnika, który pomoże im w podjęciu decyzji w wyborze wina. To samo ma miejsce z ocenami filmów i książek, a ludzie lubią czytać recenzje ekspertów. Osobiście nie mam problemów w związku z tym problemem, jednakże mam nadzieję, że ludzie jednak nie są niewolnikami ocen i punktów.

VC: Biodynamika. Te wina dziś są bardzo kontrowersyjne – sam często tego doświadczam w trakcie degustacji i wizyt w winnicach, by zobaczyć na czym polega „specyficzne podjeście”. Szczerze mówiąc ja sam dziele świat winiarski na dwa „podejścia” do produkcji wina; tradycyjne i ekologiczne. Jak myślisz, że trend związany z biodynamiką zniknie, gdy branża przy pomocy naukowych testów w labolatoriach udowodni, że róg zakopany w winnicy nie robi żadnej różnicy? (na temat biodynamiki pisałem już w lipcu 2010)
SH: Jeśli winiarz chce używać metod biodynamicznych, to ja z tym nie mam problemu. Myślę, że dziś, problem tkwi w tym, że wiele winnic używa biodynamiki jak narzędzia do marketingu. Im więcej się chwalą swoimi poczynaniami z obszaru biodynamiki, tym bardziej upewniam się w przekonaniu, że tylko chcą zabłysnąć przed konsumentami, którzy szukają „naturalnych” produktów.

VC: Ja rozumiem biodnynamikę w taki sposób, że jest jak religia – możesz w nią wierzyć lub nie. Ty wierzysz w metody biodynamiki? Wierzysz w to, że stososwanie metod biodynamiki może dać znaczące (jeśli w ogóle) różnice w porównaniu do win ekologicznych?
SH: Nie wierzę w biodynamikę w sensie religijnym. Nie widzę żadnej różnicy w jakości czy klarowności win biodynamicznych w porównaniu do pozostałych.

Blood Into WineVC: Produkcja wina w stanie Arizona to trochę zwariowany pomysł. W filmie „Krew, pot i wino” zostałeś zapytany o opinię na temat win produkowanych przez bohaterów filmu. Przyjmijmy, że reżyser pozostawił widzów bez pełnej odpowiedzi…
SH: Niestety reżyser filmu postanowił wyciąć moją wypowiedź. Byłem zdziwiony gdy to zobaczyłem. Jeśli chodzi o same wina, to raczej nie należały do udanych…

VC: My w Polsce mamy dopiero kształtującą się kulturę picia wina. Jak myślisz, co powinno być dla nas najważniejsze? Na co zwrócić uwagę, by uniknąć błędów?
SH: Na to pytanie muszą sami sobie odpowiedzieć Twoi rodacy, bo Ty raczej problemu w tym temacie mieć nie powinieneś, ale na Boga! Nie pytaj o to osoby, która mieszka w Kalifornii!;) Bardziej na serio, to z mojego doświadczenia wynika, że bardzo ważnym czynnikiem wspomagającym tworzenie się kultury picia wina jest rosnąca klasa średnia, która będzie w stanie budować rynek.

VC: Terroir – to słowo, które jest wypowiadane jako pierwsze przez większość winiarzy, gdy zaczynają rozmawiać o winie. Czym dla Ciebie jest terroir? Żyjemy w czasach, gdzie najwyższej klasy rozwiązania technologiczne dają kontrolę nad całym procesem wytwarzania wina. Czy warto walczyć o zachowanie autetyczności wina, jego siedliska, specyfiki winorośli?
SH: Nigdy nie jestem w 100% pewne co oznacza „autentyczność”. Osoby piszące o winie używają tego pojęcia jakby było jasne zawsze co mają na myśli, ale tak nie jest. Z pewnością jestem zawsze pod wrażeniem małych producentów, pracujących ciężko z wielkimi winnicami, którzy tworzenie wina poprzez ingerencję człowieka i czynników sztucznych ograniczają do minimum. Z pojęciem „terroir” jest podobnie, jest niejasne i trudne do zdefiniowania. Każde z win posiada w sobie odzwierciedlenie terroir z definicji, ponieważ wszystkie pochodzą z jakiejś konkretnej gleby i klimatu.

VC: A jakie jest Twoim zdaniem największe wyzwanie wobec którego stoi dziś branża winiarska na świecie?
SH: Myślę, że moja odpowiedź nie będzie oryginalna. Dziś największym wyzwaniem dla branży jest kryzys na światowych rynkach. Dopóki ludzie nie będą czuli się bezpieczni z ekonomicznego punktu widzenia (a konkretnie z puntku widzenia ich portfeli), to branża będzie przeżywała trudne chwile – to samo tyczy się zresztą innych obszarów związanych ze sprzedażą dóbr szybkozbywalnych.

VC: Łatwo jest znaleźć wiele głosów w internecie mówiących o tym, że poważnym problemem dziś dla win jest rosnący poziom alkoholu. W związku z tym jestem zaskoczony, że tak mało mówi się o winach, w produkcji których nadużywa się beczek dębowych (over-oaked). Co myślisz na ten temat?
SH: Nienawidzę takich win! Zbyt wielu winiarzy myślisz, że może brać swoje bylejakie wina i przy pomocy dębu (lub substancji zamiennych) może maskować niedoskonałości. Takie rozwiązania nie działają, powodują, że na końcu i tak wychodzą cienkie i matowe wina, przebeczkowione (over-oaked).

VC: Moim zdaniem jednym z piękniejszych obliczy świata wina to łączenie go z potrawami. Jakie jest Twoje najlepsze doświadczenie w tym zakresie, które wspominasz do dziś?
SH: Pamiętam raz jak miałem okazję jeść pieczonego dzika, do którego podano dwudziesto letniego Rieslinga z winnicy Stony Hill. To było coś niesamowitego!

VC: Internet rozwija się tak szybko, coraz więcej mamy nowych i ciekawych stron, coraz mniej czasu. Mógłbyś zasugerować czytelnikom Viniculture miejsca godne regularnego odwiedzania?;)
SH: Podchwytliwe pytanie:-). Nie mogę rekomendować czytania konkretnych blogów, ponieważ mam mnóstwo znajomych, którzy prowadzą swojego blogi i byliby źli na mnie, że ich nie wymieniłem. Myślę, że po przeglądnięciu kilku artykułów szybko się zorientujecie co jest godne uwagi, a co nie.

VC: W filmie dokumentalnym pt. – „What’s in your wine” – dziennikarka prezentuje różne problemy branży winiarskiej (np. brak wymienionych składników na kontr-etykietach, stosowane chemikalia, ostrzeżenia dla konsumentów związane z poziomem zawartości cukru itp.). Jaka była reakcja konsumentów i branży na ten film w USA?
SH: Nie jestem przekonany o tym, że ludzie pijący wino są świadomi tematu związanego z wymienianiem listy składników wina na etykietach. Moja osobista reakcja jest taka, że to totalnie głupi pomysł. Nie chcę widzieć więcej tekstów na kontr-etykietach niż to ma miejsce już dziś. Mogę oczekiwać od winnic, że będą podawały takie informacje na swoich stronach internetowych, ale błagam, nie na butelkach!

VC: Cóż mam nadzieję, że będziemy mieli okazję do powrotu do rozmowy przy innej okazji. Dziękuję bardzo za odpowiedzi na pytania.
SH: Również dziękuję. Mam nadzieję, że rynek wina będzie szybko rósł w Polsce i ruch na mojej stronie internetowej zwiększy się dzięki nowym czytelnikom z Polski. Pozdrawiam wszystkich.

Na koniec tylko jeden cytat ze strony Steve’iego:
„Steve Heimoff’s Lesson: If you have a passion and believe in yourself and work very hard, you can make it at anything.”

 
  • Gabriel

    Wywiad ciekawy ale facet jest tak rozsądny, że trudno z nim dyskutować. ;)

    Podoba mi się odpowiedź na pytanie o kształtującą się w Polsce kulturę wina. Chociaż wiąże się ona ze wzrostem konsumpcji win np. włoskich, francuskich i kalifornijskich, to nie znaczy, że jesteśmy skazani na wtórność wobec Francji, Italii czy Kalifornii i stamtąd musimy czerpać modele kulturowe.

    Ja zawsze chętnie przypomnę, że obecne kształtowanie się kultury wina w Polsce, to w pewnej mierze jej odradzanie i warto też inspirować się własnymi tradycjami, co zresztą się dzieje. Nie narzekam.

    • @Gabriel – to prawda, że bardzo rozsądny, być może to wynika z wielu lat doświadczenia i pewnego rodzaju rutyny. całe szczęście, że pisze super i jego teksty czytają się same i że ten rozsądek nie zapędził go w ślepy zaułek nudnego pisania.

      Chętnie dowiem się wiecej o tym co się kryje pod stwierdzeniem, że kulturę picia wina należy odradzać;)

  • Gabriel

    Nie „należy” ale „warto”. Piszę o czymś co ma miejsce: „Dni Węgrzyna” w Krakowie, festiwal win węgierskich robiony przez stowarzyszenie Portius w Krośnie, liczne teksty krakowskich (nie tylko W. Bosak) i warszawskich (nie tylko W. Bońkowski) autorów poświęcone winiarstwu węgierskiemu – dawnemu i dzisiejszemu, to są przykłady świadomego nawiązywania do przeszłości, czyli odradzania tradycji.

    Myślę, że dobra znajomość win węgierskich i chyba spora popularność innych win południowych: włoskich, bałkańskich (mołdawskich?) czyniła z naszych przodków, tych bogatszych, bardziej wymagających i wybrednych konsumentów win zachodnich.

    Widzę więc tradycję jako, chociażby, przeciwwagę dla marketingu bogatych krajów winiarskich w walce o nasze podniebienia i pieniądze.

    • Ach! Teraz rozumiem.

      Bardzo fajne spostrzeżenie. To prawda, że mamy w korzeniach gdzieś zapisane tradycje związane tak z produkcją wina, jak i z handlem tym trunkiem. Nie widziałem zbyt wielu opracowań na ten temat, ale z pewnością bardzo ciekawy byłby artykuł pt. „Rola Polski i Polaków w handlu winem na przestrzeni dziejów”;)

  • Gabriel

    Ta „rola Polaków” brzmi zgoła doktoratowo. Zanim ktoś taką rozprawę napisze można polecić treściwe i lekkie niczym Bieńczyk lub Heimoff „Wspomnienia staromiejskie” Henryka M. Fukiera, do nabycia za parę złotych na Allegro. Polecam też tekst Wojciecha Bosaka Narodziny wielkich win tokajskich .

  • Tekst p. Bosaka czytałem – jest fajny. Mam nadzieję, że w formacie mało doktoranckim jednak ukaże się kiedyś taki dłuższy artykuł (ja go nie napiszę na bank;)